Strona główna » BUJO MITY. 5 STEREOTYPÓW O BULLET JOURNALU

BUJO MITY. 5 STEREOTYPÓW O BULLET JOURNALU

Wokół bulletjournalingu narosło sporo mitów. Część z nich zniechęca do tej – skutecznej i elastycznej – metody planowania.

W dzisiejszym wpisie rozprawiam się ze sterotypami na temat BuJo i… sprawdzam, czy nie ma w nich ziarna prawdy.

Mit 1. – planowanie w BuJo zajmuje dużo czasu

„Mam za mało czasu, żeby rysować tabelki”, „jestem zbyt zajęta, żeby prowadzić Bullet Journal”. Poniewać większość widocznych w sieci (a zwłaszcza na Instagramie) kreatywnych planerów to misternie zdobione wypieszczone notesy, nic dziwnego, że panuje powszechne mniemanie o czasochłonności planowania tą metodą.

To oczywiście nieprawda. Aby Bullet Journal spełniał swoją funkcję, niepotrzebne są rysunki, kaligraficzne napisy ani naklejki. Rozpisanie dniówki to kilka minut, podsumowanie tyle samo. BuJo pomaga oszczędzać czas, racjonalnie nim zarządzać – na pewno nie jest jego złodziejem!

Tak, trochę więcej czasu warto poświęcić na (najlepiej comiesięczną) refleksję nad zrealizowanymi (lub nie) planami, a także na wytyczanie większych i mniejszych celów. Jednak również i te czynności służą w szerszej perspetywie oszczędzaniu czasu. Ja lubię planować w perspektywie miesięcznej, kwartalnej i rocznej – aby rozpisać szczegółowy plan wystarczy maksymalnie godzina.

Uwaga, jeśli jesteś na takim etapie życia, że możesz poświęcić Bullet Journalowi dużo czasu, a chcesz i lubisz go ozdabiać – rób to! Być może masz niewiele obowiązków, a chcesz w swoim BuJo ćwiczyć kaligrafię czy rysowanie. Nie słuchaj bujopurystów, tylko swojej intuicji.

Mit 2. – Bullet Journal musi być ładny

„Zrezygnowałam z BuJo, bo nie umiem rysować”, „za brzydko piszę, żeby mieć Bullet Journal” – takie opinie można często usłyszeć albo wyczytać. Bullet Journal wielu osobom kojarzy się z przeładowanym rysunkami i naklejkami kolorowym notesem, na zapełnianie którego trzeba mieć mnóstwo czasu.

To też nieprawda! BuJo służy do planowania, a czy i jak będziesz go ozdabiać to sprawa drugorzędna. Nie trzeba też w nim mieć tabelek (ja stosuję je tylko w tygodniówkach do monitorowania kilku czynności, rysuję je odręcznie i zajmuje mi to mniej niż minutę). No i rzecz jasna nie ma obowiązku pokazywania go komukolwiek – szczególnie dniówek, które przecież dotyczą osobistego życia. 

Prawdą jest natomiast, że dla wielu osób Bullet Journal to jedyna okazja, aby podziałać kreatywnie. Jego estetyczne prowadzenie może być impulsem do zainteresowania się kaligrafią czy rysowaniem. Ja dzięki BuJo zaczęłam pracować nad swoim pismem odręcznym, co skończyło się odkryciem printu i rozpropagowaniem go nad Wisłą. 😉 W tej chwili prawie w ogóle nie ozdabiam swojego planera, choć prowadzę go schludnie i przejrzyście.

Uwaga, nie daj sobie wmówić, że ładny notes to złe planowanie. Jeśli dopieszczanie BuJo to dla Ciebie relaks – absolutnie z tego nie rezygnuj. Dopóki spełnia swoją rolę narzędzia zarządzania czasem, dopóty wszystko jest OK. Nad moim pierwszym Bullet Journalem spędzałam bardzo dużo czasu, bo mogłam sobie wtedy na to pozwolić.

Mit 3. – bulletjournaling jest kosztowny

„80 złotych za notes? Na głowę jeszcze nie upadłam”, „musiałabym wziąć kredyt na cienkopisy i zakreślacze”. Kolejny stereotyp dotyczący BuJo to rzekomo niebotyczne koszty jego prowadzenia.

To bzdura! Już wiele razy radziłam na blogu, aby pierwszy Bullet Journal zrobić w zwykłym zeszycie i sprawdzić, czy ta metoda planowania się sprawdza. Jeśli tak, można zainwestować w porządnie wykonany notatnik z dobrym papierem – aby przetrwał kilka miesięcy codziennego użytkowania. Taki notes wcale jednak nie musi być bardzo drogi, bo oferta jest bogata i na każdą kieszeń. Polecam moje Wielkie Testy Notesów, w których sprawdzam i oceniam produkty z bardzo różnych półek cenowych.

Prawdą natomiast jest, że przybory papiernicze tanie nie są i – jeśli zdecydujesz się na ozdabianie BuJo – koszt będzie spory. Jednak nie trzeba (wręcz nie należy!) kupować wszystkiego naraz hurtem. Warto też rozejrzeć się za tańszymi odpowiednikami topowych marek, nierzadko nieustępującymi im jakością. Mamy świetne polskie cienkopisy Rystor, są dobre i tanie koreańskie zakreślacze Twinliner, a niezłe pióro wieczne można kupić za kilka złotych na Aliexpress.

Uwaga, jeśli masz ochotę wydawać pieniądze na papiernicze „przydasie” – wydawaj. Jedni zbierają buty, a inni brush peny. Kupuj to, na co masz ochotę, w granicach zdrowego rozsądku i swoich możliwości.

Mit 4. – prowadząc BuJo trzeba to czy tamto

„Zeszyt tylko w kropki, koniecznie prowadź „dziennik wdzięczności”, a pisać wolno tylko printem”. Czy bulletjournalingiem rządzą jakieś reguły? I gdzie przebiega granica między BuJo a „nie-BuJo”?

W tym cały urok BuJo, że nic nie trzeba. A wolno wszystko. Notes nie musi być w kropki (ja osobiście wolę inne liniatury), „dziennik wdzięczności” w trudnym dla mnie okresie wywołał jeszcze większego doła, a print co prawda polecam, ale Ty absolutnie nie musisz nim notować. Reguły dla swojego Bullet Journala wyznaczasz samodzielnie i innym nic do tego. Elastyczność i dopasowanie do użytkownika to tajemnica światowej kariery tego systemu planowania. 

Faktem natomiast jest, że termin „Bullet Journal” bywa nadużywany w celach komercyjnych – planer z gotowymi rubryczkami jest planerem, a nie BuJo. Jeśli zależy Ci na naprawdę spersonalizowanym narzędziu zarządzania czasem, zrób go samodzielnie. Mój własny Bullet Journal w pewnym tylko stopniu przypomina oryginalny Rydera Carrolla – nie mam na przykład indeksu ani klucza. Ale zrezygnowałam z nich po kilkutygodniowym przetestowaniu. Tobie też radzę najpierw poznać zasady, a dopiero później (ewentualnie) naginać je lub łamać.

Uwaga, biorąc pod uwagę to, co napisałam wyżej, pamiętaj jednak, że Twoje planowanie to Twoja sprawa. Być może klasyczne BuJo to nie Twoja bajka, ale podoba Ci się jakiś jego element. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby na przykład w tradycyjnym kalendarzu spisywać kolekcje. Albo mieć klasyczny kalendarz czy planer, ale korzystać z bulletjournalowego Future Loga.

Mit 5. – Bullet Journal odmieni twoje życie

„Zakładam BuJo, bo moje życie to jeden wielki chaos!”. BuJo lekiem na całe zło? Byłoby cudownie!

Niestety – samo założenie spersonalizowanego planera nie sprawi, że twoja chaotyczna codzienność stanie się uporządkowana. To tylko narzędzie. Wypisanie celów i zadań jest pierwszym krokiem – aby je zrealizować, trzeba działać. Notes, choćby najdroższy i najpiękniejszy, nie wykona pracy za Ciebie.

Jeśli jednak założysz BuJo z pozytywnym nastawieniem, stopniowo poznasz ten system planowania i pozwolisz mu sobie pomóc w organizacji czasu, jest duża szansa, że owszem, będzie Ci bardzo pomocny. Ja po prawie czterech latach mogę śmiało napisać, że co prawda Bullet Journal mojego życia w magiczny sposób nie odmienił, ale dzięki niemu o wiele lepiej się ogarniam.

Uwaga, jeśli nie radzisz sobie (jeszcze) z organizacją czasu, zajrzyj do artykułów o tym jak wyznaczać i osiągać cele długoterminowe i jak być bardziej produktywnym. Polecam Ci także wpis Bullet Journal w pigułce.

Udostępnij:

11 komentarzy

  1. Aska pisze:

    Założyłam sobie ostatnio bujo w notatniku. Używam tylko długopisu. W zwykłym kalendarzu wkurzały mnie puste kartki. Teraz, zapełniam zeszyt według potrzeb. Mam też w końcu w jednym miejscu książki, które chcę przeczytać itp. Mój bujo zdecydowanie nie nadaje się na Instagrama, ale w ogóle się tym nie przejmuję, bo nie mam czasu na rysowanie ślicznych tabelek. Chciałabym tylko trochę ładniej pisać i powoli będę sobie to pismo poprawiać, żeby bujo wyglądał ładnie dzięki samemu pismu.

  2. Ola pisze:

    A ja prowadzę BuJo ołówkiem w zwykłym zeszycie w linie cienkie od około półtora roku. Kupuję sobie co jakiś czas zapasik zeszytów a ołówków naliczyłam w domu 42 (dzieci!), więc na pióro na razie nawet nie patrzę, czasem podbiorę córce coś kolorowego do podkreśleń, ale rysunków nie mam żadnych – liniatura to raczej uniemożliwia. Nie chciałam ciężkiego notesu – torebkę noszę jednak na ramieniu a nie w aucie i zawsze mam milion rzeczy tam. Nie mówię, że nie podobają mi się wypasione notesy z tasiemkami, gumkami kolorowymi i kropkami – podobają mi się, ale w tym momencie mobilność BuJo jest dla mnie najważniejsza. Bardzo polubiłam strony future log i miesięczne choć w zasadzie planuję tygodniowo.

  3. Agata pisze:

    Zaczęłam bu-jo w pamiętniku/dzienniczku deczko ponad dwa lala temu. Słyszałam o tym wcześniej, ale najbardziej „przerażał mnie” klucz, z którego i tak zrezygnowałam. Pomógł mi pinterest i blogi, takie jak Twój, które mnie zainspirowały. Prowadzę cały czas bu-jo, mam drogi zeszyt, bo mi się okładka podobała, kupuję taśmy i cienkopisy, bo lubię rzeczy do pisania 🙂
    Czasem moje tygodniówki są postarane, tematyczne, z rysunkami, a niekiedy machnę same pieczątki z datami i tyle. Przez ten czas wypracowałam sobie, co u mnie działa, a co nie (niektóre rubryki uzupełniam od 1 do może 8 stycznia 😉

    • Agata
      Agata pisze:

      Nie wiem, czy ktoś z tego klucza naprawdę korzysta 😉 Ja zrobiłam w pierwszym BuJo i nie zaglądałam, bo po co właściwie.
      Super, że znalazłaś swój sposób na planowanie w Bullet Journalu, o to chodzi. Ja też zwracam uwagę na jakość notesu (szczególnie na papier, ale okładki też muszą być solidne i mi się podobać).
      A te rubryczki robione w Nowy Rok i porzucane to standard, chyba każdy tak ma (lub miał) 😀

      Pozdrawiam!

  4. Niestety ja zaczęłam od tej „zewnętrznej” strony bujo, zachwyciły mnie notesy z Pinteresta. Po pewnym czasie znudziłam się i rzuciłam w kąt. Teraz wracam dzięki takim osobom jak ty, które robią to w mądry sposób. Dziękuję, że o tym przypominasz co to naprawdę jest planowanie w bullet journalu.

    • Agata
      Agata pisze:

      Ja też na poczatku bardzo skupiałam się na ozdabianiu, ale na szczęscie nie porzuciłam, tylko przestałam zwaracać tak dużą uwagę na wygląd. Od pewnego momentu porzuciłam nawet linijkę, bardziej mi się podoba takie BuJo na luzie.
      Fajnie, że wracasz, bo to naprawdę sensowny sposób na orgarnianie codzienności 🙂

      Pozdrawiam!

  5. Orchidea pisze:

    Agatko! Jak zwykle profesjonalnie podeszlas do tematu. Ja tez prowadze takie BuJo nie-BuJo. Sporo zaczerpnelam, sporo zmienilam lub dostosowalam do swoich potrzeb. Dla mnie najwazniejsze jest to, ze moge sie kreatywnie wyszalec, a jednoczesnie motywowac sie do odhaczania kolejnych zadan.
    CHcialabym zauwazyc rowniez, ze zaczynajac przygode z takim planowaniem nawet fajnie nie miec na poczatku zbyt wielu przyborow. Pioro i dwa kolorowe cienkopisy wystarcza w zupelnosci. dzieki temu caly zeszyt bedzie spojny kolorystycznie 🙂

    • Agata
      Agata pisze:

      Zgadzam się. Powiem więcej – nawet teraz po kilku latach wolę korzystać z mniejszej liczby pisaków.
      Dostaję ich sporo, mam córkę-nastolatkę, która dużo kupuje, ale tak naprawdę korzystam z czegoś do pisania i zakreślacza (teraz w tej roli pastelowy brush pen).

      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.