Strona główna » JAK POPRAWIĆ PISMO PRZED NOWYM ROKIEM SZKOLNYM (i letni KONKURS!)

JAK POPRAWIĆ PISMO PRZED NOWYM ROKIEM SZKOLNYM (i letni KONKURS!)

Przed nami jeszcze ponad 50 dni wakacji. Czy w tym czasie da się poprawić pismo? Jasne! W dzisiejszym wpisie podpowiem, jak pracować z dzieckiem, aby pisało ładniej w nowym roku szkolnym.

Perspektywa jakiejkolwiek nauki podczas wakacji wydaje się absurdem. I słusznie – w lipcu i sierpniu uczniowie mają odpoczywać, po to w końcu przecież wymyślono letnią przerwę od zajęć szkolnych. Praca nad poprawą charakteru pisma nie będzie jednak stricte uczeniem się – da się ją tak sprytnie wpleść w wakacyjne zajęcia, że delikwent może się nie zorientować. Wskazówki z tego artykułu może wykorzystać także osoba dorosła marząca o poprawieniu pisma.

Uwaga, jeśli dziecko calutkie wakacje spędza z dala od Ciebie, na koloniach lub obozach, wprowadzenie porad z niniejszego artykułu może być problematyczne. Jeśli jednak na część lata zostaje w domu lub wyjeżdża z rodzicami/dziadkami – czytaj dalej, jak poprawić pismo przez wakacje!

Przygotowania do ładnego pisania

Aby poprawić pismo dziecka przed nowym rokiem szkolnym, potrzebny będzie PLAN. Dość precyzyjny, ale uwzględniający czynniki takie jak nagła zmiana pogody czy niespodziewany wyjazd (albo przyjazd gości). Czyli elastyczny. Jako rodzic, nie zapominaj, że wakacyjnym priorytetem jest luz. Nie możesz stać nad dzieckiem z batem i zmuszać go do lekcji ładnego pisania. Jeśli nawet w ten sposób osiągniesz cel, to kosztem dobrego samopoczucia obu stron. Skorzystaj z moich podpowiedzi, ale także improwizuj. Twoim priorytetem będzie – przynajmniej na początku – rozwój małej (sprawność palców i dłoni) i dużej (sprawność całego ciała) motoryki. Ćwiczenie liter i pisanie wprowadzaj mimochodem. W dalszej części artykułu podpowiem Ci, jak możesz to robić.

Od czego zacząć? Zgromadź przybory, które pomogą trenować małą motorykę: plastelinę, piasek kinetyczny, glinę, nieduże klocki (typu Lego), kolorowanki, koraliki, farby, kredki. Wykorzystuj środowisko, w którym dziecko znajdzie się latem – nad morzem można budować zamki z piasku na plaży, u babci na wsi – pomagać w wyrabianiu ciasta. Cenne podpowiedzi jak rozwijać sprawność manualną znajdziesz zarówno w artykule „Jak przygotować dziecko do pisania”, jak i w moim podręczniku „Italik. Pisz ładniej” oraz zeszycie ćwiczeń dla dzieci (w zestawie można te dwie publikacje kupić taniej!). Nie zaniedbuj dużej motoryki – zachęcaj dziecko do ruchu: biegania, pływania, gry w piłkę, jazdy na rowerze, aktywności na placu zabaw.

Pomysły na pisanie mimochodem

O ile czujesz taką potrzebę, a Twoje dziecko nie ma nic przeciwko temu, możecie – nawet codziennie – ćwiczyć w zeszycie ćwiczeń do italika lub zwykłym zeszycie szkolnym kupionym w tym celu. Tak pracowałam z moim (wówczas dziesięcioletnim) synem Filipem, który chętnie brał udział w „lekcjach ładnego pisania”, bo sam czuł potrzebę poprawienia pisma. Opisywałam to na blogu.

Filip pracował nad pismem w ciągu roku szkolnego i nie wiem, czy tak samo entuzjastycznie robiłby to w wakacje. Dlatego podrzucam Ci pomysły jak poprawić charakter pisma mimochodem, zarówno na wyjeździe, jak i w domu:

  • napisz kartki z pozdrowieniami do krewnych i znajomych
  • napisz dłuższy list do kogoś wyjątkowego (babci/dziadka, najbliższego przyjaciela)
  • rozwiązuj krzyżówki
  • załóż Bullet Journal 
  • pisz pamiętnik z wakacji – co się codziennie działo, co jedliście, co zwiedzaliście
  • rób notatki z przeczytanych książek (jeśli to będą lektury na kolejny rok szkolny, takie zapiski bardzo się przydadzą!)
  • naucz się robić sketchnotki, można je wykorzystywać do nauki i w życiu codziennym
  • gdy idziecie na zakupy zrób spis potrzebnych produktów
  • przed wyjazdem spisz listę rzeczy do zabrania (swoich lub całej rodziny)
  • prowadź art journal – maluj w nim, rób wyklejanki, pisz litery różnych kształtów i kolorów
  • podpisz się (palcem lub patykiem) na piasku na plaży albo na ubitej ziemi
  • wypełnij przez wakacje cały zeszyt ćwiczeń dla dzieci – a może zechcesz szlifować pismo także z zeszytem dla młodzieży i dorosłych?

Konkurs w kolorach lata

Aby Wam umilić pisanie przygotowałam kreatywny zestaw piśmienno-papierniczy, w którego skład wchodzą:

zeszyt ćwiczeń dla dzieci „Italik. Pisz ładniej” autorstwa Agaty Kafarskiej (czyli mojego) – polecam nie tylko dzieciom, także dorosłym pracującym nad wyglądem pisma!

notatnik Oxford Signature w linie, z turkusową okładką i bardzo dobrym papierem

zestaw cienkopisów Triplus Fineliner Staedtler Ocean (w różnych odcieniach niebieskiego)

pióro Faber-Castell ze stalówką M (na naboje), turkusowe – ergonomiczne i lekkie, dla dzieci, młodzieży i dorosłych

komplet papierów ozdobnych Happy Color w soczystych barwach lata – do ozdabiania BuJo, kartek okolicznościowych, origami, scrapbookingu

taśma washi Bon Voyage.

Trafi on w ręce osoby, która najciekawiej (moim zdaniem) opowie w komentarzu o swoim charakterze pisma. Chwalono je w szkole czy przeciwnie, przypominało bazgranie kury pazurem? Lubisz je? Chcesz poprawić? Piszesz „od zawsze” tak samo czy może Twoje pismo przeszło transformację (jak moje kilka lat temu)? Łączysz litery czy kreślisz każdą osobno? A może zdarzyła Ci się jakaś zabawna historia związana z pisaniem? Liczę na Twoją twórczą inwencję i nie mogę się doczekać odpowiedzi!

Na komentarze czekam do 20 lipca (do 23.59), a wyniki opublikuję do końca miesiąca. Wysyłka pocztą, na terenie Polski.

Zapraszam do zabawy!

Udostępnij:

19 komentarzy

  1. Michał pisze:

    Wiem, że już po terminie, ale temat ciekawy i pozwolę sobie na podanie przykładu z mojego życia. Moje ładne pismo pomogło mi w znalezieniu… pracy. Na jednej z rozmów rekrutacyjnych szef firmy położył przede mną czystą kartkę i długopis i poprosił, żebym przepisał dane klienta, które były wydrukowane na drugiej kartce obok. W połowie przepisywania szef powiedział „Dziękuję, to mi wystarczy, od jutra może pan zacząć pracę” 🙂

  2. Małgorzata pisze:

    Czuję, że mój naturalny charakter pisma jest pochyły w prawą stronę, dość ładny, bardzo podobny do pisma mojej Mamy. Na co dzień z racji wykonywanej pracy więcej piszę na komputerze, ale i tak odręcznie piszę np.na kopertach. I wtedy piszę naprawdę różnie, zależy od dnia, długopisu, często zwracam uwagę by kropka nad „i ” albo np. nad „j” była wyraźnie zarysowana. W życiu codziennym mam zmienny charakter, zastanawiam się dużo, a i tak mogę zmienić decyzję w każdej chwili. Z pisaniem jest podobnie. Tak jakby siedziało we mnie kilka charakterów na jednej matrycy.

  3. Paulina pisze:

    Mój charakter pisma jest jak mój charakter: nierówny, czasem nerwowy, zależny od emocji. Te zaś – zależne bywają od tego, co jest notowane. Moje pismo zmieniało się. Czasem w wyniku świadomej pracy („A może by tak zacząć pochylać?”, „A może bardziej okrąglutkie?”, „A może mniejsze?”), a czasem siłą inercji (wtedy osuwało się w kierunku nieczytelności). W opinii nauczycieli i rodziców byłam tą, która pisze ciekawie i mądrze (treść), lecz robi to brzydko (forma). Ale czy oni umieli pisać przez sen? Wątpię. A mnie się to zdarzało, gdy w liceum przygotowywałam się do lekcji, leżąc w łóżku! W te wakacje, już jako nauczycielka z wieloletnim stażem, podejmuję pracę nad swoim pismem z Pani podręcznikiem i ćwiczeniami!

  4. La femme pisze:

    Charakter pisma w moim przypadku bardzo się zmieniał.
    W podstawówce moje pismo było niekształtne i wychodziłam poza linię. Próbowałam wyćwiczyć pismo kopiując teksty z encyklopedii dla dzieci do zeszytu muzycznego, ponieważ takie zeszyty mają pięć linii. W ten sposób próbowałam wypracować ładny charakter pisma.
    W liceum zaczęłam pisać litery pochyłe w prawą stronę i robiłam ogromne odstępy między wyrazami. Z tego powodu bardzo szybko zapisywałam zeszyty. Podczas studiowania romanistyki zaczęłam polskie „r” i „z” zapisywać jak francuskie. W efekcie moje „r” przyminało „z”, a „z” przypominało „e” z ogonkiem. Po studiach nadszedł czas pracy przy komputerze i niewiele pisałam ręcznie. Po 10 latach zostałam mamą małego chłopczyka i chcę aby nauka pisania była dla Niego przyjemnością. Zatem, staram się wyćwiczyć na nowo moje pismo i jednocześnie przygotować synka do umiejętności pisania. Bardzo pomocny jest zestaw ćwiczeń Pani Marty Bogdanowicz. Zaczytuję się w książce Ewy Landowskiej o kaligrafii bo historia i sposób pisania litery bardzo fajnie się tam przeplatają. Myślę, że nieco lepiej zapoznam się z Pani blogiem i wkrótce odwiedzę sklep aby nabyć przydatne materiały. Po prostu nadszedł czas, aby ponownie zabrać się za pisanie. Pozdrawiam.

  5. Gosia pisze:

    Ah mój charakter pisma..
    W moim przypadku zmieniało się to już kilka razy.
    Na samym początku były to typowe bulwy i okrąglaki. Pełne niepewnych i krzywych linii. Zresztą chyba jak u każdego na początku.
    U mnie było dokładnie tak samo.
    Jednak pamiętam chwilę, gdy na urodziny tuż przed 1 klasą podstawówki dostałam na urodziny (bo mam je na wakacjach) od babci prezent.
    Jednak nie byle jaki prezent.
    Było to pióro. Na pozór zwykłe piór na zwykłe wkłady. Jednak dla mnie było to coś więcej, niż kawałek plastiku i metalu do pisania. Był to wyznacznik tego, że może pisać ładnie.
    Zwłaszcza, że zawsze podziwiałam jak moja babcia pisze. Piękne pismo ze zdobieniami i wszystko jej wychodziło tak płynnie.
    Wtedy i ja zaczęłam ćwiczyć by jak najładniej pisać. Cała 1 klasa szkoły podstawowej minęła mi na pisaniu piórem.
    Niestety pech dopadł mnie i nie mogłam się cieszyć zbyt długo. Pióro niestety się złamało. Jako mały kajtek, próbowałam go naprawić jednak się nie udało.
    Ah ile było płaczu o to pióro..
    Jednak czemu to opisuje. A to dlatego, że zawsze możemy zmienić swój charakter pisma, nawet jako 7 letni „kajtek”.

    Każdy wtedy chwalił mnie z nauczycieli. Jednak po złamaniu pióra, musiałam przerzucić się na zwykły długopis.
    Tak mijały dni i lata a moje pismo z ładnego i odzobnego zmieniło się w złego potwora ziejącego ogniem. 😃
    W pewnym momencie liceum wyglądało jak pismo lekarza. 😃
    Oczywiście był tego jeden wielki plus. Nie musiałam pożyczać zeszytów, bo tylko ja umiałam się odczytać z moich jak to nazwała Pani od chemii :”Hieroglif’ów” 😃
    Jednak w połowie szkoły średniej delikatnie zmieniałam pismo z lekarskiego na malutkie literki. Ah jak ja drobno pisałam 😃
    Gdy miałam zeszyt w kratkę to jeden wyraz był na wysokość jednej kratki – oczywiście mówię tu o dużych literach które znajdowały się na początku zdania. Pozostałe były na wysokość połowy kratki. 😃
    Nauczyciele nie przepadali za tym, bo mimo, że mogli się doczytać to musieli zakładać okulary bo – tym razem „dziubie jak kura pazurem”. Ah nigdy nie mogłam im dogodzić.
    Później pismo przeszło, przez motyw kursywy itp.
    Teraz po skończeniu szkoły dalej piszę drobno, jednak już nie muszę pożyczać zeszytów. 😃 No chyba, że mojemu mężowi kalendarz. 😃
    Także moje pismo przez ten czas bardzo ewoluowało.
    Każdy z tych etapów miło wspominam i kocham swoje pismo takie jakie jest. Uwielbiam wracać do moich szkolnych zeszytów i patrzeć jak pisałam. 🙂
    Czy chciałabym coś zmienić? Oczywiście, że tak! Chciałabym wrócić do momentu 1 klasy podstawówki- kiedy to próbowałam pisać jak babcia. Czy mi się to kiedyś uda? Nie wiem, ale dołożę wszelkich starań by tak było. 🙂

    A z takich niecodziennych sytuacji odnośnie mojego pisma to raz pewna Pani nauczycielka próbowała mi wmówić, że robię za dużo ” grzbietów” przy literze m. 😃
    No cóż krzywe, małe pismo i jeszcze ze złymi grzbietami przy m. 🙂

    Także to jest moja historia pisma!
    Życzę Wszystkim godzin pięknego odręcznego pisania!
    Miłego dnia. 🙂

  6. Babcia i przedwojenna szkoła pisze:

    Od zawsze zachwycało mnie piękne pismo mojej babci. Notatki Jadziuni były czytelne, staranne, nigdy się nie śpieszyła przy pisaniu. Zawsze przygotowana do zapisek, porządne pióro i ciekawe nawet w czasach PRLu notesy. Do dziś mam jej przepisy kulinarne – okrągłe, zgrabne literki tak smaczne jak to co gotowała.. zawsze narzekałam, że piszę okropnie na co babcia odpowiadała, że za jej czasów to w szkole były lekcje kaligrafii.. i to wszystko wyjaśnia.. skorupka nasiąkła i zostało jej piękne pismo na całe życie.. my w czasach bylejakości piszemy marnie.. ale dzięki dobrym książkom z ciekawymi czcionkami i instrukcjami kaligrafii dobieram się raz na jakiś czas do stalówek i ćwiczę .. i niezależnie jaką czcionkę wybieram, myślę o pięknym piśmie Babci Jadzi.

  7. Ania K. pisze:

    Powiem krótko. Dzięki Pani książce piszę tak, że moja polonistka z liceum zgubiłaby sztuczną szczękę i buty na dokładkę. Jestem żywym dowodem, że beznadziejne przypadki jeśli chodzi o pismo nie istnieją. Serdecznie dziękuję i życzę kolejnych sukcesów

  8. Dziadek Tadzik pisze:

    Moje pismo… Właściwie nigdy nie miałem z nim problemów. Literki były staranne, uczone zresztą przez surową nauczycielkę starej daty. Było to pod koniec lat 60., korzystaliśmy z elementarza Falskiego. Zresztą dzięki niemu trafiłem na ten blog, szukając informacji i już zostałem. Uczyłem się później także pisma technicznego, ono też wywarło wpływ na me pismo. Piszę od lat piórem wiecznym Parker.

  9. Anka M. pisze:

    Moje pismo było całkiem OK, w sumie podobne do italika, niestety do czasu. Kiedy zaczęłam pisać na klawiaturze, okropnie się popsuło. Właśnie kupiłam Pani książkę i postanowiłam walczyć, zaczynam na urlopie w sierpniu. Notes i pióro bardzo by mi w tym pomogły. Pozdrawiam autorkę najlepszego bloga
    Anka

  10. Małgosia pisze:

    Cześć. A ja pisałam pięknie jeszcze w liceum. Mam moje stare zeszyty w których pisałam dla siebie (nie szkolne). Moje dzieci były zszokowane, że kiedyś tak pisalam. Potem charakter pisma mi się popsuł. Teraz bazgrzę tak, że koleżanki na pytanie: Kto to napisal? – odpowiadaja: Jak takie nieczytelne zakrętki to pewnie Gośka. Nawet cyferki wychodzą myląco. 6 to czy 0, nie wiadomo. Wiec taki zestawie, jak w nagrodzie, chętnie bym przytuliła. Najlepiej ze zobowiązaniem, że będę pokazywać moje ćwiczenia publicznie 😉

  11. Kalinka pisze:

    Kiedy pisałam dłigopisem, moje pismo było niechlujne i bardzo go nie lubiłam. Po przesiadce na pióro wieczne, dzięki Tobie Agato i entuzjastycznym postom z tego bloga, udało mi się poprawić pismo na tyle, że naprawdę jestem zadowolona. Robisz dużo dobrego, abyśmy ładniej pisali. Chętnie przygarnę ten piękny komplet przydasi.

  12. Monika pisze:

    Mój charakter pisma jest rzeczywiście trochę jak mój charakter: czasem dynamiczny, innym razem spokojny, bywa rozleniwiony albo spieszy się, bo robiąc jedno już myśli, co będzie kolejnym punktem na liście zadań.
    W szkole nikt nie chwalił mojego pisma, ale też nikt nie narzekał, zatem chyba było w porządku. W każdym razie ja się starałam: lubiłam pisać. Zmieniałam swoje style pisania – od prostych przez pochylone, od łączonych liter do oddzielnych, od okrągłych zakończeń do spiczastych. Eksperymentowałam, naśladowałam.

    W pierwszej klasie liceum swój pierwszy zeszyt… Przepisywałam w domu, aby był staranny. Niestety gdzieś przepadł 🙁

    Wracając do początków – kiedy uczyłam się pisać, moja starsza siostra miała na mnie oko. Tego dnia próbowałam napisać „Ula”. Próbowałam, bo moja siostra ciągle mówiła, że robię to źle. Gumowałam chyba z dwadzieścia razy. Nawet nie pamiętam czy w końcu wyszło mi to dobrze. Dopiero po prawie trzydziestu latach zrozumiałam, a siostra stwierdziła „możliwe”, że jednak nie szło mi tak źle, ale ona dokuczliwie motywowała mnie do dalszych prób. Może tak zaczęłam uczyć się cierpliwości przy piśmienniczych próbach?

    Lubię swoją przygodę z własnym pismem 🙂 Lubię litery, pisanie sprawia mi radość. Pisanie pomaga mi rozpoznać zmęczenie czy emocje, które się we mnie kłębią. Albo to emocje sprawiają, że zaczynam pisać…

  13. salix91107 pisze:

    Pismo kradzione..
    Ja i moje ładne pismo zaczęliśmy się tworzyć w 4 klasie szkoły podstawowej. Pisałam wtedy litery takie jak uczą w pierwszej klasie i nie do końca one mi się podobały. Moje literki były krzywe i bardzo czubate. U koleżanki z ławki podejrzałam jak ona pisze, a było to piękne, równe pismo z okrągłymi literami, takie gdzie „w” nie ma ostrych zakończeń tylko wszystko jest zaokrąglone. Postanowiłam skopiować to pismo, ale z pewnymi zmianami. I tak to „ukradłam” pismo koleżance z ławki. Od tego czasu pisałam też praktycznie tylko za pomocą pióra wiecznego, takiego najtańszego chińczyka. Piszę piórem do dziś. Tak stworzyłam wszystkie notatki na studiach, które do dzisiaj można kupić w punkcie xero na campusie. Od tej pory wszyscy chwalą mój charakter pisma. 🙂

  14. Mania pisze:

    W podstawówce bazgrałam tak strasznie, że zdesperowany polonista obniżał mi oceny z wypracowań i każde okraszały wielkim czerwonym komentarzem: Pisz staranniej!!! Na studiach pisałam chyba jeszcze gorzej, bo nikt nie był w stanie odszyfrować moich notatek. Ale na starość, zbliżając się do 40-tki, zainteresowałam się kaligrafią i długie godziny ćwiczeń przyniosły efekt, bo szef powierza mi pisanie kartek z życzeniami świątecznymi dla klientów. Gdyby mój polonista z podstawówki o tym wiedział…

  15. Agnieszka pisze:

    😀☀️ jejciu, ile tego… 🥰 z chęcią zapisuje się do kolejki 😀👍
    Tylko, że ja nie mam problemu z ładnym pisaniem 😁 Zazwyczaj to ja byłam proszona o wypisywanie zaproszeń, kartek świątecznych, imieninowych, urodzinowych, dyplomów itp 🙈 bo ” ładnie piszesz”, „masz ładny charakter pisma” 😀
    Tym razem zapisuje się w imieniu mojego 10 latka 🥰 Mamy dużo pracy przed sobą, aby wyćwiczyć literki… No nie wiem po kim to ma 😉 Bazgrołki, niewyraźne, krzywe, szybko pisane… Brakowało mi pomysłów, a tu artykuł na temat i to jeszcze z takim pięknym zestawem do ćwiczeń 😁
    Dużo słońca na wakacje dla wszystkich ☀️☀️☀️
    Ps.
    Kartki wakacyjne wypisane, idziemy na pocztę 📬✉️

  16. A. pisze:

    Od zawsze pisałam wiecznym piórem, więc w szkole podstawowej miałam non stop dłonie ubrudzone atramentem 😉
    Pierwsze pióro to było bodaj maturalne (!) mojego ojca, potem już własne (kiepskiej jakości, drapało papier i szybko się zepsuło), w liceum kolejne, na osiemnastkę jeszcze jedno (nim pisałam moją maturę i zgubiłam je na studiach, było mi bardzo żal). Potem odkryłam pióra do kaligrafii i – eureka – okazało się, że istnieją stalówki (EF), przy których moje drobne litery są czytelne dla postronnych! 😉
    Nie umiem pisać dużych liter (w sensie rozmiaru), podobno właśnie krótkowidze tak mają. Idealne na notatki na wszystkim (i okazjonalnie ściągi).
    Od bodaj czwartej, piątej klasy miałam „dość dorosłe” (czytaj dostatecznie niewyraźne) pismo. Miało to swoje profity – cała szkołę podstawową podrabiałam zwolnienia i podpisy rodziców koleżankom i kolegom z klasy ;-).
    Jako dorosła osoba odkryłam kaligrafię i brushlettering i TO jest TO! <3
    Ale nawet jak ćwiczę sobie różne kroje to i tak koniec końców "wyłazi" mój charakter pisma ;-).
    Umiejętności wykorzystuję teraz prywatnie i w pracy wypisując listy, kartki z życzeniami i tworząc rozmaite drobne literkowe cosie okolicznościowe (branża zupełnie nie papiernicza)
    Przyjemne z pożytecznym 🙂

  17. Agnieszka pisze:

    Podoba mi się ta wizja konkursu, tak więc spróbuję streścić swoją historię!

    Od dziecka lubiłam zmieniać swoje pismo, ciągle z nim eksperymentować, pisać małymi literkami albo wielkimi, szeroko albo wąsko, pod skosem lub prosto, pismem drukowanym lub pisanym, każda modyfikacja była ciekawa i wymagała czasu do przystosowania i wyrobienia nawyku nowego pisania, ale zawsze było ciekawie 🙂 Jest to dowód na to, że pismo można zmienić, poprawić i pisać tak jak lubimy! 😀 Najbardziej lubiłam zmieniać pojedyncze literki, n z dodatkowym brzuszkiem czy bez, b z otwartym brzuszkiem czy zamknięte z brzuszkiem pisanym od dołu albo od góry, zawsze jest mnóstwo możliwości.

    W podstawówce słyszałam od innych dzieci, że piszę jak lekarz, na początku myślałam, że to komplement, lubiłam swoje pismo, ale znaczenie tego porównania jest raczej negatywne i odnosi się do niemożności odszyfrowania co lekarz miał na myśli 😉 ale to mnie nie powstrzymało przed dalszymi eksperymentami.

    W szkole średniej pismo miałam podobne to swojej mamy, co mi bardzo odpowiadało, ale to też nie było do końca „moje”, więc szukałam dalej.

    Pod koniec studiów znalazłam przypadkiem kaligrafię nowoczesną i przepadłam, mimo, że przypomina raczej „rysowanie” liter niż pisanie to ma również wpływ na pismo codziennie. A do tego rozwija kreatywność, pozwala się odprężyć i usprawiedliwia kupowanie nowych pisadeł 😛

    Entuzjazm do eksperymentów na tym się nie zakończył i korzystałam również z Twoich książek o printcie i o italiku i obecnie moje pismo to mieszanka tego co z nich dla siebie wyniosłam, ale również wszystkich prób po drodze i teraz jest po prostu MOJE.

    Więc jak mam ochotę to łącze litery, a jak nie to piszę wszystkie oddzielnie, jak się spieszę to zaczyna być odczytywalne tylko dla mnie (a czasem nawet dla mnie jest zagadką 😉 ), a jak się postaram to jest małym dziełem sztuki, na każdą okazję coś się „wynajdzie”.

    Od zawsze lubię swoje pismo, ale z czasem lubię je coraz bardziej 🙂

    Nawet zostałam kilka razy poproszona o wypisanie zaproszeń albo karteczek z imionami, a jak ktoś ma urodziny to uwielbiam popisać się inwencją twórczą i ozdobić swój podpis na kartce z życzeniami 😀

  18. mama Zuzi pisze:

    Witam🙂 pamiętam jak zaczynałam pisać to była dla mnie katorga pisałam strasznie,ołówkiem szło mi lepiej niż piórem ( robiłam kleks za kleksem) ale później koleżanka podsunęła mi pomysł żeby założyć zeszyt i pisać w nim wydarzenia z dnia. Teraz córka zaczęła swoją przygodę z pismem i chciałabym żeby pisanie było dla niej czymś fajnym nie tylko obowiązkiem ( bo musisz się nauczyć) więc myślę że z takim zestawem napewno wymyśliły byśmy coś kreatywnego ♥️

Skomentuj Ania K. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.