Strona główna » URBAN SKETCHING ZIMĄ. JAK RYSOWAĆ POZA DOMEM O TEJ PORZE ROKU

URBAN SKETCHING ZIMĄ. JAK RYSOWAĆ POZA DOMEM O TEJ PORZE ROKU

sierysuje.pl urban sketching zimą

Rysowanie poza domem to wielka frajda. Dopóki palce nie zaczną drętwieć z zimna. Jak uprawiać urban sketching zimą?

Gdybym rysowała na świeżym powietrzu tylko wtedy, kiedy jest przyjemna temperatura, przez pół roku byłabym uwięziona w pomieszczeniach, bo jestem okropnym zmarzluchem. Bardzo lubię miejskie rysowanie i nie mam zamiaru rezygnować z niego zimą, opracowałam więc kilka strategii, które uprzyjemniają sketching poza domem od jesieni do wiosny.

Ciepłe gatki to podstawa!sierysuje.pl urban sketching zimą

Kiedy podejmuję decyzję o wyjściu ze sketchbookiem na zewnątrz, kluczowa jest nie tyle temperatura, co siła wiatru. Jeśli dzień jest bezwietrzny, da się wytrzymać pół godzinki rysując na świeżym powietrzu gdy temperatura spada poniżej zera. Życie utrudnia zimny wiatr i/lub deszcz. Kiedy prognoza jest niepewna, warto wziąć do torby pelerynę z kapturem, albo składany parasol, aby w razie opadów dokończyć na miejscu przynajmniej wstępny szkic.

Gdy jest naprawdę zimno, ubieram się na cebulkę, pamiętając o cieplutkich skarpetach (czasem zakładam dwie pary) i grubych rajstopach pod spodnie. Nie ma co zgrywać chojraka – stanie bez ruchu to zupełnie inne doświadczenie niż przemykanie z domu do samochodu albo ze sklepu do biura. Czapka, szalik i ciepłe majtki – obowiązkowo! Ale co z dłońmi? Odziane w grube rękawice nie utrzymają pisaka czy pędzla. W cienkich rękawiczkach raz-dwa zdrętwieją. Radzę sobie przy pomocy wełnianych mitenek z kapturkiem widocznych na zdjęciu poniżej (kapturek zdejmuję do rysowania, a zakładam gdy palce mi zmarzną).

Zimowy przybornik rysownika

sierysuje.pl urban sketching zimą przybory

Gromadząc przybory plastyczne na zimową wyprawę rysunkową trzeba pamiętać, że w temperaturze zera stopni zamarza woda. Jeśli rysujesz piórem wiecznym, lepiej z niego zrezygnować na rzecz wodoodpornego pisaka, a przy dużym mrozie ołówka. A co z wodą do rozrabiania akwareli? Szwedzka artystka Nina Johansson, zaprawiona w zimowym urban sketchingu mieszkanka Sztokholmu, dodaje do niej kapkę wódki. Podobno nie wpływa to na papier ani farby, a chroni wodę przed zamarznięciem. Ja poza domem maluję pędzelkiem wodnym (water brush). Trzymam go w kieszeni kurtki i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby woda zamarzła. Ale jeśli ktoś z Was jest bardzo odporny na zimno i zamierza rysować na mrozie przez kilka godzin, warto powyższe rady wziąć sobie do serca.

Dla rozgrzewki dobrze mieć ze sobą mały termos z gorącą herbatką, przydaje się także miejsce w pobliżu, w którym można się co jakiś czas ogrzać (na przykład samochód albo sklep). Pamiętaj, aby nie przesadzić. Żaden rysunek nie jest wart zapalenia płuc! Urban sketching zimą to nie musi być długa sesja – jeśli szybko naszkicujesz obiekt ołówkiem i zrobisz kilka zdjęć, możesz spokojnie dokończyć pracę w domu.

5 miejsc do rysowania zimą

Nie zawsze się da i nie zawsze się chce uprawiać urban sketching zimą na świeżym powietrzu. Nie znaczy to, że skazani jesteśmy na tkwienie w czterech ścianach i rysowanie w kółko swojej lewej dłoni albo kubka na biurku. Oto pięć miejsc, w których możesz mnie spotkać ze szkicownikiem od jesieni do wiosny.

1. kawiarnia

sierysuje.pl urban sketching zima kawiarnia
Szklany chemex do parzenia kawy to ciekawe wyzwanie dla rysownika

Przyjemne z pożytecznym, czyli kawka (albo herbatka, co kto woli) w zacisznej kawiarni plus szybki szkic. W kawiarni można rysować to, co na stoliku, czyli ciastka i kubki. Bierz przykład z Australijki Liz Steel, o której już kilkakrotnie wspominałam na blogu. To prawdziwa pasjonatka uwieczniania filiżanek herbaty i kubków kawy.

Kiedy wpadam gdzieś na kawę, zapamiętuję miejsca, w których mają ciekawą zastawę stołową – w końcu ileż można szkicować białe naczynia? W kawiarni można także trenować rysowanie postaci. „Obiekty” mało się ruszają, a zatopione w rozmowie lub zajęte grzebaniem w smartfonach, nie zauważą, że właśnie podkradasz ich wizerunek. Bywa, że kawiarnia sama w sobie jest na tyle ciekawa architektonicznie, że zasługuje na zamieszkanie w sketchbooku.

2. muzeum

sierysuje.pl urban sketching muzeum
Rysując w muzeum nie trzeba kopiować „Bitwy pod Grunwaldem”. Nawet zupełnie początkujący rysownicy poradzą sobie z przedmiotami codziennego użytku jak ten – już historyczny – telefon.

Gromadzą przedmioty ciekawe, które niemal same się proszą o narysowanie. W dzień powszedni muzea na ogół nie pękają w szwach, więc nawet jeśli masz opory przed publicznym sketchingiem, nikt cię nie zauważy. Pamiętaj, że w większości nie wolno używać farb, no i lepiej zawsze spytać o zgodę; myślę jednak, że nikt nie będzie miał nic przeciwko szkicownikowi i ołówkowi. Ja rysuję w muzeach na szybko, stojąc, ale rysownik Tommy Kane rozsiada się na kilka godzin na stołeczku, nie przejmując się, że jest atrakcją dla szkolnych wycieczek. Zobacz, jakie cuda tworzy w muzeach.

3. centrum handlowe

sierysuje.pl urban sketching zimą centrum handlowe
Centra handlowe świetnie się sprawdzają w zimowym urban sketchingu. Na zdjęciu imponujący Taipei 101 w Tajwanie, ale w Polsce też mamy coraz ładniejsze.

Kolejne miejsce w którym można dyskretnie trenować rysowanie ludzi, tym razem w ruchu i na szybko. Przez dwa lata spędzałam część niedzieli w warszawskim centrum handlowym „Klif”, zabijając czas podczas treningów syna, które odbywały się w pobliżu. Zamiast snuć się po sklepach, wyciągałam mały szkicownik i „łapałam” przechodniów. Można także uwieczniać elementy dekoracyjne, wystawy, architekturę. Jest ciepło, kolorowo, a ludzie biegają zajęci swoimi sprawami. W wielu centrach handlowych są ławki, a nawet kanapy dla klientów. Jeśli usiądziesz na jednej z nich z małym notesem, nikt nawet nie zauważy, że rysujesz. Idealne miejsce dla sketchera introwertyka.

4. samochód, pociąg, tramwaj

sierysuje.pl urban sketching podróż pociąg autobus tramwaj metro
W autobusie albo metrze zazwyczaj udaje się zrobić tylko szybki szkic. Kilkugodzinna podróż pociągiem to okazja, by wyjąć farby i namalować bardziej dopracowany obrazek.

Od rysowania z samochodu zaczynałam przygodę z urban sketchingiem, nie z powodu pogody, ale ze wstydu przed rysowaniem w miejscach publicznych. Jest dyskretnie, sucho, ciepło i nie trzeba dźwigać torby z przyborami plastycznymi. Z drugiej strony, mokre lub zaparowane szyby utrudniają rysowanie. Nie zawsze też da się tak zaparkować, aby obiekt był dobrze widoczny. No i nie jest zbyt wygodnie, zazwyczaj trzeba odsunąć siedzenie do tyłu, aby sketchbook zmieścił się między kierownicą a kolanami.

W pociągu i środkach komunikacji miejskiej można rysować to, co widać przez okno albo wnętrze i (zazwyczaj drzemiących lub zajętych smartfonami) współpasażerów.

5. każde miejsce poza domem (kiedy masz chwilę czasu)

Każde miejsce, w którym spędzasz choćby kilka minut na nicnierobieniu, jest dobre na szybki szkic. Noszę przy sobie malutki notesik ze zwykłym cienkim papierem i ołówek. Rysuję czekając na trenujące dziecko, u dentysty w poczekalni albo kiedy jadę samochodem jako pasażerka. Nie zawsze mam czas, aby dokończyć obrazek, zazwyczaj to tylko kilka kresek. Z takich kradzionych chwilek zbiera się całkiem dużo czasu tygodniowo. Czasu poświęconego na doskonalenie umiejętności rysowania.

Lubisz zimą rysować poza domem? Jeśli nie wiesz, czym jest urban sketching, a pomysł Ci się spodobał, zajrzyj do tego wpisu. Przyda Ci się także artykuł o przyborach do miejskiego rysowania i tutorial, jak narysować budynek.

Udostępnij:

13 komentarzy

  1. Joasia pisze:

    Ja się odważyłam wyciągnąć szkicownik i rysować w Kazimierzu Dolnym na rynku.
    Kiedyś byłam bardziej nieśmiała ale nastąpiła jakaś przemiana dowartościowania lub obojętności na otoczenie, albo jedno i drugie.
    Pozdrawia ludzi z pasją.

  2. Mery O pisze:

    Ja też dzięki Tobie zaczęłam spowrotem szkicować. Noszę szkicownik w torebce, cały czas. Wcześniej tylko na studiach, na zajęciach.
    Robiłam to już w muzeum (czasem idę na wykłady i warsztaty z młodzieżą, której uczę), w kawiarni, czekając na lunch czy kawę. Czasem podczas jazdy samochodem, czekając na kogoś… Zupełnie tak jak polecasz. Nie mam problemów ze śmiałością, ale również zauważyłam, że wtedy się na tyle człowiek wyłącza, że nic z zewnątrz nie przeszkadza. Raz zajmowałam syna rysunkiem, czekając na lekarza, zadawał mi temat, aż zainteresowało się inne dziecko.
    Polecam rysowanie na plaży (nie umiem wytrzymać zbyt długo leżąc), na balkonie ośrodka wypoczynkowego i wielu innych miejscach, zwłaszcza jak mamy wolne. Myślę, że to pomaga przekonać się, że każda chwila jest do wykorzystania, tylko trzeba wyjąć szkicownik 😉

  3. Natalka pisze:

    Musze sie pochwalic, ze dzieki pani odwazylam sie rysowac w kawiarni. Wzielam narzeczonego zeby bylo razniej, wyjelam szkicownik i rysowalam. Jestem naprawde z siebie dumna.

  4. Mary pisze:

    Widziałam u Ciebie na zdjęciu, że posiadasz książkę The Urban Sketcher Marc Toro Holmesa. Jak ją oceniasz? Do kogo jest skierowana? Czy jest zadowalająco informatywna, wnosi jakąś wartość dodaną wobec innych tego typu pozycji? Szukam czegoś inspirującego, ale treściwego – nic w stylu „oooo tak się rysuje kółko, dobrze, tutaj kreska, a teraz reszta konia” 😉

    • Agata
      Agata pisze:

      Mary, trudno mi obiektywnie ocenić tę książkę, bo kupiłam ją bardziej z sympatii do tego rysownika, niż szukając podręcznika. Nie wiem, czy znasz metodę Marka (rysowanie w trzech etapach, nazywa je Tea, Milk, Honey), w książce dokładnie ją omawia, pisze też o „ink and wash”, czyli konturze cienkopisem/tuszem wypełnionym akwarelą. Poświęca też sporo uwagi „drawing people in motion”. W ogóle dość dużo miejsca zajmuje rysowanie postaci, zarówno w formie pomników, jak i przechodniów na ulicach.

      Ja wiele nowego się nie dowiedziałam, ale a) robiłam kurs Marka Taro Holmesa rysowania ludzi na Craftsy, b) korzystałam z jego darmowych pdf-ów ze strony Citizen Sketcher. Może tam zajrzyj, czy Ci odpowiada jego styl (bo ja np. lubię go jako rysownika, ale sama rysuję zupełnie inaczej i niewiele skorzystałam).

      • Mary pisze:

        Dzięki. Podobają mi się jego prace, ale to chyba nie do końca to, czego w tej chwili szukam. Poczekam, aż wydadzą w Polsce 😉 Właściwie szukam odpowiednika książek Loomisa, tylko w temacie miastoszkicu, ołówka, piórka i akwareli. Muszę przyjrzeć się tym kursom w internecie, które polecałaś. W sumie Twoje rysunki to ich dobra reklama 🙂

        • Agata
          Agata pisze:

          Niestety nie znam żadnej książki, która by tak krok po kroku uczyła urban sketchingu. W zeszłym roku wydała swoją Liz Steel („5 Minute Sketching Architecture”), ale ona też ma tak inny styl ode mnie – rysuje bardzo szybko i „niedbale” – że mimo całej sympatii do niej, nie kupiłam.
          Jeśli chodzi o kursy online, to na kursie Liz Steel, który robiłam ze trzy lata temu, miastoszkicowi ( 😉 ) poświęcona była część lekcji. Osobny kurs urban sketchingu jest w Sketchbook Skool, chyba na Craftsy też można coś znaleźć plus krótkie kursy Skillshare. No i jest trochę darmowej wiedzy, jak choćby na stronie Marka Taro Holmesa, o której pisałam wczoraj 🙂

    • Agata
      Agata pisze:

      Niektórzy w ogóle nie mają z tym problemu, ale większość musi się po troszku oswoić, ja na początku też rysowałam z samochodu. Raz się w końcu odważyłam i nikt się mną nie interesował 🙂

    • Agata
      Agata pisze:

      Najczęściej można spotkać studentów uczelni plastycznych, chociaż parę razy trafiłam na bratnie dusze urbansketcherskie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.